Pasjonat, człowiek, dla którego futbol jest niezbędny do życia niczym tlen. Postać charyzmatyczna i nietuzinkowa. Trener, za którym zawodnicy poszliby w ogień – tak w kilku słowach można scharakteryzować Dariusza Kubicę, byłego szkoleniowca m.in.: Orła Kozy, Sokoła Buczkowice, Zapory Porąbka, młodzieżowych zespołów bielskiego Rekordu oraz drużyny futsalowej tegoż klubu.
Rozmowa z trenerem Dariuszem Kubicą:
Od ilu lat jest pan związany z piłką nożną?
- Trenerem jestem od kilkunastu lat. Moja przygoda w tym fachu rozpoczęła się wraz z powstaniem Rekordu w 1994 roku. Początkowo klub nazywał się Rekord Lipnik, a obecnie jest to BTS Rekord Bielsko-Biała. Związałem się z tą organizacją, tworzyłem w niej pionierskie grupy młodzieżowe i wtedy wszystko się zaczęło. Od wspomnianych kilkunastu lat miałem ciągłość pracy. W chwili obecnej, pierwszy raz od tych historycznych momentów, nie trenuje żadnej drużyny i bardzo mi tego brakuje. Wcześniej oczywiście czynnie uprawiałem piłkę nożną. Grałem m.in. w: bielskim BBTS-ie oraz Kalwariance Kalwaria Zebrzydowska.
Pracował pan z trampkarzami, juniorami i seniorami. W pewnych etapach swojej kariery nawet z kilkoma grupami jednocześnie. Ja pan radził sobie z tyloma obowiązkami? Z odmienną metodyka pracy dotyczącą kategorii wiekowych?
- Najważniejsza w sporcie, ale nie tylko, jest pasja. Ja kocham piłkę i oddaje się jej całkowicie. Nie traktuje trenerki jako sposobu na zarabianie pieniędzy, gdyż mam inne, niezwiązane z piłką nożną źródło utrzymania. W takich sprzyjających okolicznościach zewnętrznych mogę oddawać się, temu co kocham w całości. W pewnym momencie mojej pracy w Rekordzie, jak pan wspomniał, prowadziłem kilka zespołów jednocześnie. Była to drużyna juniorów starszych, seniorzy grający w regionalnej lidze futsalu, drużyna stworzona z myślą o grze w futsalowych mistrzostwach Polski oraz najmłodsza grupa wiekowa w klubie, czyli żacy. To wszystko mnie nakręcało, moją wiedzę zdobytą podczas szkoleń i kursów mogłem wykorzystać w różnoraki sposób, stawałem się dzięki temu lepszym, wszechstronniejszym szkoleniowcem. Często rozmawiałem i nadal rozmawiam z trenerem Szymonowiczem, który utwierdzał mnie w tym co wtedy robiłem. On również twierdził, że każda praca, z każdą grupą rozwija, pozwala spojrzeć na pewne kwestie z innej perspektywy, wyciągnąć nowe wnioski.
Futsal i gra na otwartym boisku, oceniając sprawę z grubsza, są do siebie podobne, jednak zagłębiając się w szczegóły można dostrzec wiele istotnych różnic. Jakie według pana są najistotniejsze?
- O futsalu mógłbym rozmawiać godzinami. Nie chwaląc się jestem jednym z współtwórców futsalu w tak słynnym klubie, na tej płaszczyźnie, jak Rekord. Ponadto jako jedna z pierwszych osób w Polsce ukończyłem kurs trenera-instruktora futsalu, który prowadzony był przez szkoleniowców z Brazylii i Portugalii. Wracając do pytania. Futsal i piłka nożna to według mnie dwie odmienne dyscypliny sportu. Gra w hali ma inną specyfikę, gra się inną piłką, mamy inną metodykę szkolenia itd. Niemniej jednak we wspomnianej Brazylii młodzi adepci piłki nożnej najpierw uczą się futsalu, a dopiero później przechodzą do treningów na boiskach trawiastych. Myślę, że jest to odpowiedni kierunek, gdyż gra w hali bazuje na świetnym wyszkoleniu technicznym, a ten element powinno się trenować od najmłodszych lat.
Jak ocenia pan sytuację, w której zawodnik gra i w hali i na boisku. W Rekordzie kiedyś to się zdarzało. Obecnie m.in. za sprawą PZPN-u, który wprowadził stosowne przepisy, mamy jasny podział pomiędzy tymi dwoma odmianami gry w piłkę nozną. Czy pana zdaniem jest to słuszna droga, czy wręcz przeciwnie, nie powinno się zabraniać zawodnikom gry tu i tu?
- Odpowiedź jest w zasadzie bardzo prosta. Jeśli ktoś chce osiągnąć w jakiejś dziedzinie specjalizację i najwyższe wyniki musi się jej poświęcić w całości. W moim macierzystym klubie, zawsze tak będę mówił o Rekordzie, gdyż tam rozpoczęła się moja kariera, postanowiono na podział. Znam prezesa Szymurę i wiem, że marzy o grze o wysokie futsalowe cele z europejskimi pucharami włącznie. Rozgraniczenie pomiędzy zespołami rywalizującymi na co dzień w zupełnie innych warunkach jest w tym wypadku koniecznością. Specyfika gry w jednym i drugim przypadku to dwa inne światy. Metodyka, taktyka, wysiłek podczas gry, sposób poruszania się, średni czas, w którym zawodnik ma piłkę przy nodze, różnice w tych aspektach sprawiają, iż nie sposób osiągnąć maksymalną specjalizację w grze na hali i boisku.
Praca trenera często przypomina jazdę na rollercoasterze. Wiadomo, jeśli się wygrywa to jest się bohaterem, jeśli przegrywa często prezesi dziękują za współpracę, ale życie nie lubi monotonii, nie jest czarno białe i zna również inne przypadki. Czasami mimo tego, iż zespół osiąga dobre rezultaty, z przyczyn pozasportowych działacze rozstają się ze szkoleniowcem. Czy miał pan w swojej karierze takie nieprzyjemne doświadczenia?
- Znam kilku trenerów, którzy na własne potrzeby prowadzą statystyki swoich osiągnięć. Nie chwaląc się, uważam, że moje są na bardzo dobrym poziomie. Prowadząc zespoły ligowe, czy turniejowe zazwyczaj zmagania kończyłem w pierwszej trójce. Nigdy nie zakończyłem dłuższej pracy z drużyną w strefie spadkowej lub poniżej środka tabeli. Moja przeciętna jest więc bardzo wysoka, ale jak to często się mówi, w Polsce każdy jest trenerem, a to jest bardzo złe. Często ludzie związani ze sportem, czyli prezesi, ich zastępcy, doradcy, sponsorzy itd., z całym szacunkiem do ich postawy, uważają, że wiedzą więcej od trenera, a to przecież on kończy odpowiedni kurs, który pozwala mu na pracę na odpowiednim ligowym poziomie. Do tego dochodzą szkolenia, konferencje, ciągłe poszerzanie swoich horyzontów poprzez kontakt z fachową literaturą. Niestety w polskich klubach, a szczególnie w niższych ligach, trenerów często traktuje się nieodpowiednio. Brakuje ciągłości pracy i wizji rozwojowej. Decydenci mają gorące głowy i zwalniają szkoleniowców, nierzadko bez podania przyczyny po kilku spotkaniach. Niestety mam takie niemiłe doświadczenie, ale nie chciałbym rozwijać tego tematu.
Co pana zdaniem jest najważniejsze na początkowym etapie przygody ze sportem? Czy jest to talent, pasja, ambicja, a może połączenie tych trzech elementów?
- Wszystko zaczyna się od marzeń i to jest podstawa sukcesu. Większość z wielkich sportowców swoją przygodę ze sportem, która później przeobrażała się w karierę, zaczynała właśnie od tego. Ważne jest także podejście klubów na początkowym etapie szkolenia. Od samego początku powinny selekcjonować zawodników i skupiać się na tych, którzy rokują najlepiej. Oczywiście w naszych codziennych warunkach nie jest to takie proste. Taka selekcja powinna dotyczyć klubów grających o najwyższą stawkę, o najwyższe cele. Wiadomo, że ciężko wyobrazić sobie taką sytuację np. z zespołach wiejskich, gdzie w treningach zespołu bierze udział kilkunastu zawodników i ciężko od razu odrzucić tych, którzy nie mają szans na karierę. Ponadto, powinniśmy odróżnić sport zawodowy od amatorskiego, bo to są dwa nieprzystające do siebie światy.
Pracował pan w kilku klubach naszego regionu. Jak ocenia pan ogólną kondycję tego środowiska piłkarskiego?
- Generalnie rzec biorąc, coś co można nazwać „klubem” rozpoczyna się od kibica, a kończy na prezesie. Składa się więc on z biletera, sprzątaczki, magazyniera, osoby odpowiedzialnej za boisko, zawodników, lekarza itd. Klub jest więc jednym ciałem składającym się z wielu elementów, elementów, które powinny ze sobą współgrać i mieć wspólny cel. Wszyscy w klubie powinni kochać piłkę, w zarządach powinny zasiadać osoby z pasją. Tak niestety nie jest. Nie jest też prawdą, że w ligach niższych wszystkie problemy zespołów rozbijają się o pieniądze. Często brakuje właśnie owej pasji, poświęcenia i zamiłowania do sportu. Jeden cel, jeden kierunek , wspólna wizja i pasja, to maja recepta na sukces.
Jak brzmiałaby pana filozofia, istota futbolu zawarta w kilku słowach?
- Futbol jest całym moim światem, ja nim żyję 24 godziny na dobę. Sukces osiągają tylko ci, którzy kochają to, co robią. Ktoś kto startuje np. w Dakarze, a nie lubi piasku, smaru, brudu itd., nie ma szans na końcowe zwycięstwo. Mam swoją wizję futbolu, opartą na poświęceniu się mu na tyle, na ile jest to w danych warunkach możliwe. Ja zawsze jestem z drużyną na dobre i na złe, jestem z chłopakami po zwycięstwie i po porażce. Jesteśmy razem nie tylko na boisku, ale także poza nim, w życiu codziennym. Dla mnie koszulka, piłka, stadion to świętość. Nie wyobrażam sobie jak można odpuścić mecz, nie grać o zwycięstwo. Jest coś jeszcze. Będąc trenerem, żeby osiągnąć spektakularny sukces najlepiej wymyślić coś, czego nie wymyślił jeszcze nikt. Może to zabrzmi troszkę śmiesznie i buńczucznie, ale mi się to po części udało. Pewnej nocy obudziłem się około trzeciej rano i będąc w marazmie futsalowym stworzyłem unikatowy system. Nieskromnie mówiąc, jest to ewenement na skalę światową. Ów pomysł próbowałem przedstawiać w kuluarach futsalowych, ale w pewnym sensie sam się tego bałem, gdyż, tak jak wspomniałem, nikt tak wcześniej nie grał i nie robi tego do dzisiaj. Wszystko więc przede mną.
Jakie ma pan plany na przyszłość?
- Chciałbym, aby wokół mnie było więcej ludzi myślących podobnie do mnie. Ponadto, zabrzmi to może zabawnie, ale pragnę mieć do dyspozycji kilkunastu zawodników zdolnych do gry, by móc z nim pracować, bo kocham to robić. Nie chodzi mi o jakiś wirtuozerów, lecz piłkarzy, którzy traktują sport poważnie i chcą wygrywać. To jest moje marzenie.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Krzysztof Biłka
| Piłka nożna | 2012-02-22 Jurek jednak w Podbeskidziu? |
| Sporty zimowe | 2012-02-22 Słoneczny bieg na Kubalonce |
| Piłka nożna | 2012-02-21 W poszukiwaniu optymalnych rozwiązań |
| Sporty walki | 2012-02-21 Włoski łup Atemi |
| Sporty zimowe | 2012-02-21 Przez Kubalonkę biegli na Igrzyska |
| Sporty zimowe | 2012-02-21 Beskidzki finał LOTOS Cup |
| Piłka nożna | 2012-02-21 Testowani spełnili oczekiwania |
| Sporty zimowe | 2012-02-20 Igrzyska Polonijne powracają w Beskidy |
| Piłka nożna | 2012-02-20 Cenne nauki Kościelniaka |
| Piłka nożna | 2012-02-20 Rośnie forma lidera |
| Piłka nożna | 2012-02-20 Solidny test Drzewiarza |
| Siatkówka | 2012-02-20 Zabrakło woli walki |
| Piłka nożna | 2012-02-19 Postrach bramkarzy |
| Siatkówka | 2012-02-18 Ważny mecz w Siedlcach |
| Siatkówka | 2012-02-18 BKS powalczy o medale |
Brugi jest włoską firmą która powstała w 1956 roku. Firma jest cenionym producentem odzieży sportowej, który szybko wyszedł poza włoski rynek. Dzięki nowym filiom w różnych częściach świata, marka szybko zyskała ogólnoświatową rzeszę zadowolonych klientów.
Minigolf to wspaniały sposób na spędzenie kilku godzin na świeżym powietrzu. Jest to sport dla każdego, małych dzieci i tych dużo starszych. Można już grać od pierwszego uderzenia, gdyż zasady są proste, a podstawowe technikii bardzo łatwo się można nauczyć.
Modelarnia to nowo otwarte wyjątkowe centrum sportowe dla całej rodziny. To jedyne miejsce w Bielsku - Białej, gdzie sportowy charakter oraz wystrój wnętrz został doskonale połączony z przyjazną - klubową atmosferą, odbiegającą od tradycyjnych siłowni.
Agencja Sportowo- Rekreacyjna FAN powstała w 1998 roku. Oferta firmy obejmuje naukę pływania dla dzieci i młodzieży od 5 roku życia oraz ćwiczenia korekcyjne w wodzie. W okresie zimowym FAN oferuje także naukę i doskonalenie jazdy na nartach na stokach narciarskich, dostosowanych do umiejętności dzieci.