Można byłoby się teraz ponaśmiewać z Podbeskidzia. Że co to za klub, po co ten ogromny stadion. Tylko jednak nie do końca jest to wina Podbeskidzia i jakiegokolwiek pracownika tego klubu. No dobrze, może po części 1650 widzów na meczu z ŁKS-em to jest wina piłkarzy i sztabu szkoleniowego Górali, ale wciąż nie zrzucałbym całej winy na nich (ale grają bardzo słabo, chyba przyznacie rację?). Na termin piątkowy i mróz również. Cena biletu? Nawet jeśli prezes Podbeskidzia ogłosiłby dziś, że bilet będzie kosztować 1 zł to i tak nie spodziewałbym się tłumów. 

 

I teraz przechodzimy do najlepszego. 1650 kibiców to był 4. wynik frekwencyjny w I lidze w 26. kolejce! Więcej widzów oglądało tylko mecze w Legnicy, Gdyni i Łodzi. W Katowicach mecz miejscowej "Gieksy" oglądało 1317 osób. Zdaje się, że podobna liczba kibiców katowiczan była w Bielsku na ostatnim meczu. No i co teraz? Owszem, możemy zrobimy radę społeczną przy Urzędzie Miasta. Możemy debatować. Bo przecież młodzieżową reprezentację Polski oglądało nie tak dawno prawie 6000 widzów. Umówmy się. 6000 widzów na meczu Polska - Anglia U-20 to też jest bardzo słaby wynik. Gdyby 30 lat temu odbył się taki mecz, to prawdopodobnie nogi nie byłoby gdzie włożyć. No, ale właśnie. Czasy się zmieniają. Starsi ludzie mają swoje obowiązki, a młodzi... 

 

 

Śmiem twierdzić, że za parę lat może nie być a-klasy, patrząc przez pryzmat dzisiejszej młodzieży, która nie garnie się do grania, a tym bardziej dla "fanu", gdzie nie zarabia się pieniędzy. W samej Kuźni Ustroń miałem taki przypadek pracując z młodzieżą, że junior wolał sobie dorobić niż jechać na mecz [...] Zmieniły się czasy. Dziś jest dużo więcej aktywności do wyboru. Angielski, pianino, perkusje, pływanie, taniec - można tak wymieniać. Za moich czasów nikt o nich nie myślał, człowiek chciał tylko grać w piłkę - mówił niedawno na naszych łamach Adrian Sikora, były reprezentant Polski. 

 

Mecz piłki nożnej trwa za długo dla dzisiejszej młodzieży. Najlepiej jeśli spotkanie trwało tyle ile przykładowy film na tik-toku. I nie jest to teoria pełnego pesymizmu autora tekstu. Jak podaje Mateusz Święcicki (komentator stacji Eleven): ECA (Europejskie Stowarzyszenie Klubów) przeprowadziło badania w siedmiu krajach Starego Kontynentu, w tym w Polsce. 27 proc. milenialsów nie interesuje się piłką nożną, 13 proc. jej nienawidzi. 29 proc. przyznaje, że przestało śledzić futbol, bo ma lepsze rzeczy do roboty. Mało, bo ledwie 49 proc. aktywnych interesuje się futbolem, bo kibicuje konkretnej drużynie. Ponad połowa twierdzi, że robi to dla zabawy albo ze względów towarzyskich. Coraz rzadziej młodzi ludzie oglądają mecze bez jednoczesnego korzystana z telefonu komórkowego, przeglądania mediów społecznościowych, pisania komentarzy w trakcie wydarzeń. Drastycznie spadł średni czas spędzony przy ekranie telewizora podczas meczu piłkarskiego. To ledwie sześćdziesiąt sześć minut.

 

Dlatego też tak popularne są skróty spotkań. Kompilacje pięknych goli, interwencji golkiperów, wpadek, brutalnych fauli, itp. Dzisiejszy odbiorca potrzebuje krótkiej formy, szybkich informacji i możliwości komentowania. Zaburzona koncentracja młodego człowieka, który przyjmuje tysiące informacji podczas jednego dnia odrzuca wszystko, co dłuższe, niepodkręcone. 

 

Jeśli dotarłeś do tego miejsca, to znaczy, że jeszcze z dłuższą formą nie jest tak źle, ale powoli zaczynamy tworzyć elitarne grono. Elitarne grono osób, które interesują się piłką nożną i chcą ją przeżywać w sposób jak kiedyś. 100 osób, które wybierze się na mecz lokalnej drużyny w A-klasie także tworzy elitarne grono.

 

I po co się obrażać na ten stan rzeczy, jak można się dowartościować?